Pierwszy września dla Rodziców to dzień dumy ze swoich dzieci
– już przecież tak dorosło wyglądają w swoich galowych ubrankach. Cześć z Nas
oprócz dumy odczuwa też ulgę, z faktu zakończenia wakacji. To wielu był przecież
czas wielkiego bólu głowy jak zapewnić opiekę dziecku przez dwa miesiące. Tak, że
przysłowiowy „pierwszy dzwonek” jest dla większości radosnym dniem, początkiem
uporządkowanego Roku szkolnego. Wszystko wraca do normy, dzieci mają zapewnione
zajęcia w szkole i poza Nią, My możemy spokojnie chodzić do pracy – po prostu
ulga. Pierwszy niepokój przychodzi, co prawda już z pierwszą wywiadówka, ale to
na razie dotyczy jedynie pieniędzy, które trzeba zapłacić, a przecież Nasz
budżet po wakacjach i zakupach szkolnych raczej nie ma już rezerw. A tu jeszcze
Komitet Rodzicielski, Ubezpieczenie, a to książki jednak inne trzeba kupić.
Gdy już się Nam wydaje, że udało się Nam opanować sytuację i
teraz będzie już spokojnie, wtedy słyszymy: „ Mamo/Tato nie rozumiem tego”. Na początku
sytuacja wydaje się prosta – przecież Matematyka w pierwszych klasach podstawówki
nie może kryć dla Nas żadnych tajemnic. Bo cóż tam może być trudnego??? I
oczywiście to racja, tylko, że to dla Nas jest prosta. O tym fakcie niestety często zapominamy,
siadając z Naszym dzieckiem do lekcji. Tłumaczymy, zatem, tak jak Nam
tłumaczono w szkole, proste działanie i oczekujemy szybkiego zrozumienia
tematu. Przecież Nasze dzieci są mądre – a to jest przecież proste. Pójdzie łatwo
i szybko. A tutaj spotyka Nas niemiła niespodzianka – dziecko dalej, ( choć już
coraz bardziej nieśmiało) mówi Nam, że nie rozumie. No i nie ma siły, My
tracimy cierpliwość, a Nasza nauka kończy się płaczem dziecka i prawie Naszym.
Co sprytniejsze pociechy ( szczególnie te, które już mają starsze rodzeństwo) szybko
Nam przytakują, i radośnie na każde pytanie odpowiadają, że wszystko już wiedzą.
Tylko jak czasami próbujemy sprawdzić te gorliwe zapewnienia, wtedy …..
kończymy naukę i płaczemy wszyscy. Bo
niestety na pewno jedną z najtrudniejszych rzeczy, jaka jest do opanowania, aby
być dobrym „nauczycielem” to zrozumieć, że dla Naszych dzieci wszystko jest
nowe a przez to trudne. I nie ma dla Niego nic oczywistego czy banalnie
prostego.
Siadając z Naszym dzieckiem do nauki pamiętajmy, że dzieci są
z natury bardzo ciekawe i na początku bardzo chętne do nauki i to jakim będzie
uczniem zależy tylko od Nas. Tak, że od początku uczmy się z Naszym dzieckiem uczyć,
– aby te Nasze wspólne lekcje nie stały się koszmarem, a mile spędzonym czasem.
Z nauki Matematyki na poziomie podstawowym naprawdę można zrobić bardzo fajną
zabawę, a spędzony tak czas z dzieckiem zaprocentuje tym, że mając bardzo dobre
podstawy w starszych klasach samo już będzie sobie świetnie radziło z nauką ( i
ominie Nas pytanie o ciągi czy pochodne J ). Bo
trzeba pamiętać, ze nikt nie lubi tego, czego po prostu nie umie.
Kiedy pokażemy dziecku, jak logiczna jest matematyka i że nie
trzeba uczyć się wszystkiego na pamięć, ale jak detektyw nawet znając tylko
podstawy można znaleźć rozwiązanie – na pewno im się to spodoba. Nie liczmy też
tylko na szkole, bo to przecież ich obowiązek – to My znamy najlepiej Nasze
dziecko i wiemy, co lubi i wtedy wykorzystując to, prosto znajdziemy najlepsze
metody.
To, czym ja bym chciała się z Wami podzielić – to właśnie jak
tłumaczyć dzieciom matematykę, aby było to dla Nich Ciekawe, a przez to zrozumiałe.
Będziemy wymyślać historię i zabawne przykłady z życia, aby Nasze dziecko
zrozumiało też, że matematyka to nie tylko nudny przedmiot w szkole, ale coś,
co jest Nam bardzo przydatne w codziennym życiu.
Najprościej oczywiście każdemu z Nas idzie tłumaczenie dodawania.
Tutaj przykłady możemy mnożyć.
Nie powinniśmy mieć również trudności z odejmowaniem.
Jednak już mnożenie,czy dzielenie może czasami sprawić kłopot.
Nie ominiemy oczywiście „ulubionych” ułamków J
Będziemy rozwiązywać zadania z tekstem, które z doświadczenia
wiem, że sprawiają najwięcej trudności ( tam oczywiście pojawi się nam
tajemnicza niewiadoma).
Nauczymy się też jak bez problemu uczyć się tabliczki
mnożenia.
Postaram się, zatem przerobić cały obowiązujący materiał szkół
podstawowych zaczynając od tych najmniejszych. Bardzo tez proszę o Wasze
pytania i sugestie.
Ci, którzy
zajrzą na mój profil zobaczą, ze nie jestem, żadnym nauczycielem matematyki a
jedynie Analitykiem finansowym. Wiem, że mój zawód nie wskazuje na to, iż mam
jakiekolwiek kwalifikacje, aby gwarantować, iż potrafię nauczyć w ciekawy
sposób dzieci matematyki. A jednak, nic bardziej mylnego. Zadziwiająco moja
praca dała mi wieloletnie doświadczenie w przedstawianiu rzeczy zwykłych, jako
nadzwyczajne. Zajmując się przez dziesięć lat pisaniem dokumentacji
aplikacyjnej o dofinansowanie przedsięwzięć inwestycyjnych z UE musiałam moją
wyobraźnię i kreatywność wyćwiczyć do perfekcji. Nie wdając się w szczegóły,
żeby nie obniżać wartości pracy analityków finansowych, napisze tylko, że nie jeden
Biznes Plan wymagał ode mnie więcej pomysłowości niż niejedna powieść Science-fiction
od swoich autorów.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz