środa, 9 września 2015

Czy nauka z dzieckiem matematyki może być zabawą?

Pierwszy września dla Rodziców to dzień dumy ze swoich dzieci – już przecież tak dorosło wyglądają w swoich galowych ubrankach. Cześć z Nas oprócz dumy odczuwa też ulgę, z faktu zakończenia wakacji. To wielu był przecież czas wielkiego bólu głowy jak zapewnić opiekę dziecku przez dwa miesiące. Tak, że przysłowiowy „pierwszy dzwonek” jest dla większości radosnym dniem, początkiem uporządkowanego Roku szkolnego. Wszystko wraca do normy, dzieci mają zapewnione zajęcia w szkole i poza Nią, My możemy spokojnie chodzić do pracy – po prostu ulga. Pierwszy niepokój przychodzi, co prawda już z pierwszą wywiadówka, ale to na razie dotyczy jedynie pieniędzy, które trzeba zapłacić, a przecież Nasz budżet po wakacjach i zakupach szkolnych raczej nie ma już rezerw. A tu jeszcze Komitet Rodzicielski, Ubezpieczenie, a to książki jednak inne trzeba kupić.


Gdy już się Nam wydaje, że udało się Nam opanować sytuację i teraz będzie już spokojnie, wtedy słyszymy: „ Mamo/Tato nie rozumiem tego”. Na początku sytuacja wydaje się prosta – przecież Matematyka w pierwszych klasach podstawówki nie może kryć dla Nas żadnych tajemnic. Bo cóż tam może być trudnego??? I oczywiście to racja, tylko, że to dla Nas jest prosta.  O tym fakcie niestety często zapominamy, siadając z Naszym dzieckiem do lekcji. Tłumaczymy, zatem, tak jak Nam tłumaczono w szkole, proste działanie i oczekujemy szybkiego zrozumienia tematu. Przecież Nasze dzieci są mądre – a to jest przecież proste. Pójdzie łatwo i szybko. A tutaj spotyka Nas niemiła niespodzianka – dziecko dalej, ( choć już coraz bardziej nieśmiało) mówi Nam, że nie rozumie. No i nie ma siły, My tracimy cierpliwość, a Nasza nauka kończy się płaczem dziecka i prawie Naszym. Co sprytniejsze pociechy ( szczególnie te, które już mają starsze rodzeństwo) szybko Nam przytakują, i radośnie na każde pytanie odpowiadają, że wszystko już wiedzą. Tylko jak czasami próbujemy sprawdzić te gorliwe zapewnienia, wtedy ….. kończymy naukę i płaczemy wszyscy.  Bo niestety na pewno jedną z najtrudniejszych rzeczy, jaka jest do opanowania, aby być dobrym „nauczycielem” to zrozumieć, że dla Naszych dzieci wszystko jest nowe a przez to trudne. I nie ma dla Niego nic oczywistego czy banalnie prostego.

Siadając z Naszym dzieckiem do nauki pamiętajmy, że dzieci są z natury bardzo ciekawe i na początku bardzo chętne do nauki i to jakim będzie uczniem zależy tylko od Nas. Tak, że od początku uczmy się z Naszym dzieckiem uczyć, – aby te Nasze wspólne lekcje nie stały się koszmarem, a mile spędzonym czasem. Z nauki Matematyki na poziomie podstawowym naprawdę można zrobić bardzo fajną zabawę, a spędzony tak czas z dzieckiem zaprocentuje tym, że mając bardzo dobre podstawy w starszych klasach samo już będzie sobie świetnie radziło z nauką ( i ominie Nas pytanie o ciągi czy pochodne J ). Bo trzeba pamiętać, ze nikt nie lubi tego, czego po prostu nie umie.

Kiedy pokażemy dziecku, jak logiczna jest matematyka i że nie trzeba uczyć się wszystkiego na pamięć, ale jak detektyw nawet znając tylko podstawy można znaleźć rozwiązanie – na pewno im się to spodoba. Nie liczmy też tylko na szkole, bo to przecież ich obowiązek – to My znamy najlepiej Nasze dziecko i wiemy, co lubi i wtedy wykorzystując to, prosto znajdziemy najlepsze metody.

To, czym ja bym chciała się z Wami podzielić – to właśnie jak tłumaczyć dzieciom matematykę, aby było to dla Nich Ciekawe, a przez to zrozumiałe. Będziemy wymyślać historię i zabawne przykłady z życia, aby Nasze dziecko zrozumiało też, że matematyka to nie tylko nudny przedmiot w szkole, ale coś, co jest Nam bardzo przydatne w codziennym życiu.

Najprościej oczywiście każdemu z Nas idzie tłumaczenie dodawania. Tutaj przykłady możemy mnożyć.

Nie powinniśmy mieć również trudności z odejmowaniem.


Jednak już mnożenie,czy dzielenie może czasami sprawić kłopot.


Nie ominiemy oczywiście „ulubionych” ułamków J


Będziemy rozwiązywać zadania z tekstem, które z doświadczenia wiem, że sprawiają najwięcej trudności ( tam oczywiście pojawi się nam tajemnicza niewiadoma).

Nauczymy się też jak bez problemu uczyć się tabliczki mnożenia.

Postaram się, zatem przerobić cały obowiązujący materiał szkół podstawowych zaczynając od tych najmniejszych. Bardzo tez proszę o Wasze pytania i sugestie.


Ci, którzy zajrzą na mój profil zobaczą, ze nie jestem, żadnym nauczycielem matematyki a jedynie Analitykiem finansowym. Wiem, że mój zawód nie wskazuje na to, iż mam jakiekolwiek kwalifikacje, aby gwarantować, iż potrafię nauczyć w ciekawy sposób dzieci matematyki. A jednak, nic bardziej mylnego. Zadziwiająco moja praca dała mi wieloletnie doświadczenie w przedstawianiu rzeczy zwykłych, jako nadzwyczajne. Zajmując się przez dziesięć lat pisaniem dokumentacji aplikacyjnej o dofinansowanie przedsięwzięć inwestycyjnych z UE musiałam moją wyobraźnię i kreatywność wyćwiczyć do perfekcji. Nie wdając się w szczegóły, żeby nie obniżać wartości pracy analityków finansowych, napisze tylko, że nie jeden Biznes Plan wymagał ode mnie więcej pomysłowości niż niejedna powieść Science-fiction od swoich autorów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz